Przechadzam się pośród ciemnego boru
Wielkie drzewa strzelają jak kolumny niebios
Kryjąc nikły blask gwiazd za baldachimem liści
Krążę szukając nie wiem czego, sensu, celu?
Wilki omijają mnie jak opętanego, groźnego,
Tymczasem spotykam ją, stoi na wysokiej skale
Skóra jej lśni srebrem księżyca,
Włosy własnym swym złotym blaskiem
Piękna jest jak posągi w galerii Anioła
Doskonała jak obrazy da Vinci
Jest jak ostoja ładu i porządku
Pośród oceanu chaosu
I wiem już, że oddałem jej serce,
Jestem na zawsze jej, na dobre i na złe
Nie oddam jej nikomu, rozkocham, zrobię to!
Podchodzę nieśmiało po kamiennych schodach
Wspinam się na szczyt, a droga nie ma końca
Wreszcie staję na skąpanym w słońcu placu
Na jednym końcu ja, mroczny, ognisty
Na drugim ona, piękna i jasna
Spojrzenie jej zielonych oczu
Pada na me ogniste ślepia
I czuję, że to jest to, czegom szukał
Ifryt, szukający celu, znalazł go
Wampirzyca, muza moja i miłość nieskończona
Zostanie Madame, przestanie być Madmoiselle
Ujmę jej białą dłoń w swoje ręce,
Przycisnę do ust jej skórę,
Złożę pocałunek na ustach, połączę się z nią w miłości
Chociaż ona się broni, to widzę, że ognik w niej tli się
Czeka tylko, by zapłonąć potężnym płomieniem miłości
Czy ona mi przeznaczona?
Tak, jest ona mą wybranką
Ona, najdoskonalszy klejnot tego świata
Księżniczka pośród dzieci nocy
Połączy się pocałunkiem
Z księciem ognistych otchłani
I odejdziemy razem, zapatrzeni w siebie
Zapomnimy o świecie, pokochamy się wzajemnie
Znikniemy, niech o nas zapomną!
Jedynie naszcze szczęście,
Nasza bliskość się liczą…
Nic nie istnieje, wszystko jest mroczne
Póki ona swym blaskiem nie rozproszy ciemności
Dla niej me serce bije, w takt jej duszy…
Wielkie drzewa strzelają jak kolumny niebios
Kryjąc nikły blask gwiazd za baldachimem liści
Krążę szukając nie wiem czego, sensu, celu?
Wilki omijają mnie jak opętanego, groźnego,
Tymczasem spotykam ją, stoi na wysokiej skale
Skóra jej lśni srebrem księżyca,
Włosy własnym swym złotym blaskiem
Piękna jest jak posągi w galerii Anioła
Doskonała jak obrazy da Vinci
Jest jak ostoja ładu i porządku
Pośród oceanu chaosu
I wiem już, że oddałem jej serce,
Jestem na zawsze jej, na dobre i na złe
Nie oddam jej nikomu, rozkocham, zrobię to!
Podchodzę nieśmiało po kamiennych schodach
Wspinam się na szczyt, a droga nie ma końca
Wreszcie staję na skąpanym w słońcu placu
Na jednym końcu ja, mroczny, ognisty
Na drugim ona, piękna i jasna
Spojrzenie jej zielonych oczu
Pada na me ogniste ślepia
I czuję, że to jest to, czegom szukał
Ifryt, szukający celu, znalazł go
Wampirzyca, muza moja i miłość nieskończona
Zostanie Madame, przestanie być Madmoiselle
Ujmę jej białą dłoń w swoje ręce,
Przycisnę do ust jej skórę,
Złożę pocałunek na ustach, połączę się z nią w miłości
Chociaż ona się broni, to widzę, że ognik w niej tli się
Czeka tylko, by zapłonąć potężnym płomieniem miłości
Czy ona mi przeznaczona?
Tak, jest ona mą wybranką
Ona, najdoskonalszy klejnot tego świata
Księżniczka pośród dzieci nocy
Połączy się pocałunkiem
Z księciem ognistych otchłani
I odejdziemy razem, zapatrzeni w siebie
Zapomnimy o świecie, pokochamy się wzajemnie
Znikniemy, niech o nas zapomną!
Jedynie naszcze szczęście,
Nasza bliskość się liczą…
Nic nie istnieje, wszystko jest mroczne
Póki ona swym blaskiem nie rozproszy ciemności
Dla niej me serce bije, w takt jej duszy…