Mgła

Śnieżnobiałe opary budzą się nad bagnami
Dusze zaklęte w dym znów stają się widzialne
Dusze cierpiące ruszają szukać zmiłowania
Mgła płynie jak niematerialna rzeka
W lasach, na polach, po drogach
Pochłania wszystko niczego nie dotykając
Mocząc jedynie gorzkimi zimnymi łzami
Wędrowca niepamiętnego dawnych czasów
Czasów krwi, bólu, cierpienia
Czasów gdy bohaterowie przemierzali świat
I w poszukiwaniu sławy topili krainy we krwi
Sławy, siły, władzy, które stały się zgubą
Bo gdy ciało w pył się obróciło
Gdy pogrzebowe stosy zgasły
A popioły zostały rozsypane
Na cztery strony świata
Dusze zostały odepchnięte
Od bram raju upragnionego
I błądzą dusze po świecie
Nie będąc materialnymi
Lecz nie będąc również niebiańskimi
Tyle ich było, tyle łez wypłakali
Potężni wojownicy nie płaczący za życia
Że ich żałosny jęk zlał się w jedno
Chłodne mokre tchnienie wędrujące po świecie
W dym szukający u ludzi przebaczenia
Lecz nigdy nie zrozumiany, opuszczony, zlekceważony
O to walczyli herosi! O zapomnienie przez ludzi!
O odrzucenie i zniszczenie marzeń!
Tak jak oni niszczyli życie
Tak ich wieczność jest zdruzgotana
Zaklęta w oparach mgieł
Snujących się po świecie, niby śnieżny woal…
Published in: on Grudzień 27, 2007 at 12:44 pm  Dodaj komentarz  

Madmoiselle

Przechadzam się pośród ciemnego boru
Wielkie drzewa strzelają jak kolumny niebios
Kryjąc nikły blask gwiazd za baldachimem liści
Krążę szukając nie wiem czego, sensu, celu?
Wilki omijają mnie jak opętanego, groźnego,
Tymczasem spotykam ją, stoi na wysokiej skale
Skóra jej lśni srebrem księżyca,
Włosy własnym swym złotym blaskiem
Piękna jest jak posągi w galerii Anioła
Doskonała jak obrazy da Vinci
Jest jak ostoja ładu i porządku
Pośród oceanu chaosu
I wiem już, że oddałem jej serce,
Jestem na zawsze jej, na dobre i na złe
Nie oddam jej nikomu, rozkocham, zrobię to!
Podchodzę nieśmiało po kamiennych schodach
Wspinam się na szczyt, a droga nie ma końca
Wreszcie staję na skąpanym w słońcu placu
Na jednym końcu ja, mroczny, ognisty
Na drugim ona, piękna i jasna
Spojrzenie jej zielonych oczu
Pada na me ogniste ślepia
I czuję, że to jest to, czegom szukał
Ifryt, szukający celu, znalazł go
Wampirzyca, muza moja i miłość nieskończona
Zostanie Madame, przestanie być Madmoiselle
Ujmę jej białą dłoń w swoje ręce,
Przycisnę do ust jej skórę,
Złożę pocałunek na ustach, połączę się z nią w miłości
Chociaż ona się broni, to widzę, że ognik w niej tli się
Czeka tylko, by zapłonąć potężnym płomieniem miłości
Czy ona mi przeznaczona?
Tak, jest ona mą wybranką
Ona, najdoskonalszy klejnot tego świata
Księżniczka pośród dzieci nocy
Połączy się pocałunkiem
Z księciem ognistych otchłani
I odejdziemy razem, zapatrzeni w siebie
Zapomnimy o świecie, pokochamy się wzajemnie
Znikniemy, niech o nas zapomną!
Jedynie naszcze szczęście,
Nasza bliskość się liczą…
Nic nie istnieje, wszystko jest mroczne
Póki ona swym blaskiem nie rozproszy ciemności
Dla niej me serce bije, w takt jej duszy…
Published in: on Grudzień 27, 2007 at 12:44 pm  Dodaj komentarz  
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.