pradawna bestia mroku
Czarna jak smolista noc
O uczuciach zimnych
jak lody północy
I gniewie gorącym
jak ognie wulkanu
Bestia jest wiecznym łowcą
Co poluje na ludzi
Jest Śmiercią…
Jej skrzydła ogromne
Uderzają w światłość
Wichrem lodowym pełnym nienawiści
Zimna stal jej krzyku
Odcina płaty jasności
Ostre jak igły zęby
rozrywają jasność i pożerają…
Lecz jasność umie się bronić!
Przeciwko bestii po różowym niebie
Mkną zastępy świetlistych rycerzy
Ich chmurne rumaki pędzą
Rozświetlając mrok
Rycerze dźgają bestię
jasnymi pikami.
Odrywają i niszczą
kawałki ciemności
Bestia rzuca się w spazmach
Wyje, gryzie, pali
Lecz światłość się nie poddaje
Mimo pęcznienia bestii
Świetliści rycerze wciąż walczą
Aż do końca czasu
Aż kolumnady niebios runą
Grzebiąc w popiołach świat
Stojąc na krawędzi czasu
pisarze w swych księgach prześwietnych
Odnotują tylko krótko
Toczyła się walka o RÓWNOWAGĘ